Temat: Wszyscy zapłacimy za wozy dla fiakrów.

Tatrzański Park Narodowy chce wydać kilkaset tysięcy złotych na wóz konny napędzany elektrycznie, by wozacy mogli pozostać na trasie do Morskiego Oka. Publiczne pieniądze mają zostać wydane na prototyp urządzenia, które ma likwidować przeciążenia, których specjaliści TPN-u nie stwierdzili.

 

Ogłoszony właśnie przetarg na prototyp wozu hybrydowego konno-elektrycznego to największe kuriozum od lat. – To jakieś rozdwojenie jaźni – mówi Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva! –  Z jednej strony specjaliści TPN-u nie stwierdzają przeciążeń a sam TPN nie zatrzymuje transportu na nasze wezwania, bo dysponuje dwiema rozbieżnymi ekspertyzami. Przypomnę tylko, że z naszej wynika, że konie ciągną o niemal tonę za dużo. Z drugiej strony chce wydać dwieście tysięcy złotych na coś, co ma te nieistniejące przeciążenia zlikwidować – dodaje oburzony.

 

Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego zabezpieczył w budżecie parku 200  000 zł na projekt wozu, na którym zarabiać będzie później 60 osób. W dodatku w przetargu nie ma żadnych konkretnych parametrów, które pojazd ten powinien spełniać. Nie napisano również, że prototyp powinien zostać dopuszczony do ruchu, przejść wszelkie atesty i zdobyć homologacje. – My wiedzieliśmy od dawna o tym, że ten przetarg zostanie ogłoszony – mówi Anna Plaszczyk z Fundacji Viva – Miałam dużo czasu, żeby dowiedzieć się od specjalistów jaki jest realny koszt wprowadzenia takiego pojazdu na tę drogę. Okazuje się, że 200 000 to koszt jednego pojazdu. Żeby zdobyć homologacje i atesty trzeba ich skonstruować 5, a koszt całości może sięgać od 3 do 5 milionów złotych. Chciałabym wiedzieć kto za to zapłaci – pyta retorycznie.

 

Tymczasem organizacje ochrony zwierząt podkreślają, że prace nad skonstruowaniem takiej konno-elektrycznej hybrydy przystosowanej do pracy w górach trwają w Europie od kilku lat. Ani Francuzi ani Niemcy nie zdecydowali się jednak jeszcze wprowadzić jej na rynek, bo na tym etapie prac i wiedzy nie jest to rozwiązanie bezpieczne dla pasażerów i dla zwierząt.

 

– Zanim rozpisze się przetarg powinno być jasno i czytelnie określone jakie wspomaganie i na poziomie jakiej mocy/sił prototyp musi zapewnić – mówi Beata Czerska, inżynier i prezes TTOnZ – Warunki techniczne wymienione w warunkach przetargu  mówią wyłącznie o  łącznym ciężarze wozu i urządzeń oraz ilości osób. A przecież tu najważniejsza jest moc silnika, rodzaj przekładni, ilość silników  czy akumulatorów – dodaje. Organizacje ochrony zwierząt podkreślają, że w Tatrzańskim Parku Narodowym nie ma osób kompetentnych nie tylko do wyznaczenia parametrów technicznych hybrydy, co widać po wymaganiach przetargowych, ani tym bardziej – żeby ocenić działanie urządzenia. Dowodem na to były dwie nieudane próby testu hybrydy na tej trasie, które pracownicy parku uznali za rokujące.

 

Prototyp wozu hybrydowego, zdaniem TPN, powinien ważyć 1400 kg. To o 600 więcej niż teraz. A jeśli się napęd zepsuje lub rozładują baterie – konie będą musiały siłą własnych mięśni wywieźć turystów i mechanizm do góry. Przypomnijmy – dwa testy takiego pojazdu odbyły się już na trasie do Morskiego Oka jesienią. Podczas obu mechanizm odłączył się. Raz konie wyciągnęły wóz pełen fiakrów i pracowników TPN własnymi siłami aż na Włosienicę. Drugi raz pełny wóz zawrócono.

 

– Mamy nadzieję, że Ministerstwo Środowiska i Najwyższa Izba Kontroli zainteresują się tym, na co park narodowy chce wydać publiczne pieniądze – mówi Anna Plaszczyk z Fundacji Viva – Naszym zdaniem przedsiębiorcy powinni sami inwestować w środki do pracy. Nie słyszałam jeszcze, że któreś miasto płaciło za prototyp nowoczesnej taksówki czy busów, którymi prywatne osoby przewożą ludzi – dodaje. Organizacje ochrony zwierząt podkreślają, że takie urządzenie może być niebezpieczne zarówno dla koni, jak i pasażerów oraz turystów, którzy trasę przemierzają na własnych nogach. Przypominają, że testowana hybryda z przegrzanym silnikiem swoim gigantycznym ciężarem spychała konie do tego stopnia, że zmusiła jest do biegu powyżej 24 km/h. Gdyby któryś z koni się potknął przy takiej prędkości – mogłoby dojść do nieszczęścia.

 

– Part Narodowy powinien finansować ochronę przyrody a nie dokładać gigantyczne pieniądze do wyjątkowo nieetycznego konnego transportu – podkreśla Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva – Nie wiemy, czy takie urządzenie będzie działało. Trudno ufać, że coś czego nie udało się skonstruować w Niemczech czy we Francji w Polsce postanie w pół roku i uratuje konie z Morskiego Oka. Będziemy prosili Ministerstwo i NIK o sprawdzenie zasadności wydania 200 000 zł publicznych pieniędzy na urządzenie, na którym zarabiać będą fiakrzy – dodaje.

kontakt: a.plaszczyk@viva.org.pl 790102266 Anna Plaszczyk