Temat: Aktywiści odwiedzili cyrk wykorzystujący lwy

Kiedy sprawa zakazu wykorzystywania zwierząt w cyrkach wróciła do Sejmu za sprawą projektu posłanek i posłów KO, cyrk Arena sprowadził z Czech… lwy! Ich treserem jest Tomas Ringel, właściciel prywatnego zoo i cyrku w czeskich Habrkovicach.

Aktywiści odwiedzili w czerwcu bazę cyrku Arena w okolicy Starachowic i wybrali się na jedno z przedstawień. To skandal, że w XXI wieku trzymanie dzikich kotów w naczepie i na prowizorycznym wybiegu oraz obwożenie ich po kraju ciągle jest legalne – mówi Paweł Frańczuk z Koalicji Cyrk bez Zwierząt.  Jeden z lwów był bardzo apatyczny, drugi przejawiał objawy głębokiej stereotypii –  dodaje aktywista.

Sprawa wykorzystywania w cyrkach dzikich kotów budzi ogromny sprzeciw społeczeństwa i ekspertów. Zwierzęta te w naturze mają bardzo duże wymagania terytorialne. Rozporządzenie Ministra Środowiska z 20 grudnia 2004 r. w sprawie warunków hodowli i utrzymywania poszczególnych grup gatunków zwierząt w ogrodzie zoologicznym określa minimalny wybieg dla jednego lwa jako 10 metrów kwadratowych pomieszczenia wewnętrznego i 50 metrów kwadratowych pomieszczenia zewnętrznego. Minimalna wysokość pomieszczeń, zgodnie z rozporządzeniem, to 3 metry. Takich warunków w objazdowych cyrkach po prostu nie da się zapewnić – mówi Magdalena Góra z Vivy! Lwy w cyrku nie mają możliwości realizacji naturalnych potrzeb gatunkowych, w wyniku czego dochodzi do zaburzeń psychicznych. Straumatyzowane, znudzone, a jednocześnie przerażone zwierzęta trafiają na arenę, którą otacza widownia wypełniona małymi dziećmi –  dodaje.

To oburzające, że po zeszłorocznej tragedii tzw. granicznych tygrysów, które przeżyły gehennę przez fakt wykorzystywania dużych drapieżników w przemyśle cyrkowym, właściciel komercyjnej działalności, jaką są cyrki w Polsce, reklamuje się wykorzystywaniem dużych kotów do pokazów sztuczek  –  mówi Maciej Bielak, autor bloga Animalus. Nie tylko komercyjna eksploatacja w cyrkach czy warunki bytowania takich zwierząt odbiegające od potrzeb gatunkowych powinny oburzać każdego, komu dobro zwierząt nie jest obojętne. Od samego początku wykorzystywania dzikich zwierząt w namiotach cyrkowych, od prawie 150 lat, ich wykorzystywanie wzbudza sprzeciw u ludzi świadomych, jak wygląda ich tresura. Cyrkowcy jeszcze 60 lat temu w swoich autobiografiach opisywali bicie tych zwierząt w celu wymuszenia posłuszeństwa. Przestali to robić, gdy w wielu krajach weszły prawa zakazujące znęcania się nad zwierzętami. W obecnych czasach giganci cyrkowi, choćby w USA, odchodzą od pokazów dużych drapieżników pod naporem krytyki społeczeństwa. Przy obecnych możliwościach technicznych mogliby łatwo udowodnić, że tresura np. lwów czy tygrysów możliwa jest tylko za pomocą nagród – wystarczyłby dostępny dla każdego podgląd na żywo z regularnej tresury tych zwierząt transmitowany w Internecie. Zamiast tego wolą wygaszać swoje występy dzikich zwierząt lub poddawać się odgórnym zakazom. Jeśli mając tak proste wyjście, wybierają rezygnację z pokazów, to odpowiedź na pytanie, czemu to robią, jest jasna: nie da się udowodnić, że tresura m.in. dużych kotów może się odbywać bezboleśnie dla zwierząt – dodaje Bielak.

Cyrki ze względu na objazdowych charakter funkcjonują w pewnej luce prawnej. Ich rzetelne kontrole są często niemożliwe, ponieważ cyrk codziennie zmienia miejsce stacjonowania. Tym samym zwierzęta z I kategorii zwierząt niebezpiecznych są obwożone po całym kraju praktycznie bez żadnego nadzoru. Śledztwo Fundacji Viva! z 2016 roku i tegoroczny monitoring działalności cyrków pokazały, że budowane z dnia na dzień prowizoryczne zabezpieczenia na cyrkowej arenie stanowią ogromne zagrożenie dla widowni. 

Zakazu wykorzystywania zwierząt w cyrkach chce już prawie 370 000 Polaków, którzy podpisali petycję w tej sprawie. Temat jest palący i wymaga szybkich działań!

Materiał wideo: https://youtu.be/nTBBLnicyZ0 

Kontakt: Magda Góra / 661 054 866 / magda.j@viva.org.pl 
Paweł Frańczuk / 508 556 048


Rezygnacja z otrzymywania wiadomości lub uaktualnienie danych kontaktowych.